czwartek, 7 lutego 2008

ot i tyle

na tym kończy się moja przygoda z Maas. może będą powroty, może nie. smutno, ale coś się kończy - coś zaczyna. będzie dobrze.

dziennik z podróży ostatecznie był tylko platformą dla mojego własnego zachwytu nad tym, co tam było. może i dobrze, mi to nie przeszkadza. ci co mieli wiedzieć "co i jak", wiedzą.

smutno bo, jak to hanka mówi -- tamtego Maastricht już nie ma, więc..

..adios!

i tylko jeszcze -- pari pari

niedziela, 2 grudnia 2007

everlasting love

http://youtube.com/watch?v=ITLs4umWEFw&feature=related

bardzo ładna piosenka, leciała u mnie wczoraj z 10 razy hehe i dziś na dobry początek dnia też ze 3 razy była.
początek dnia to godzina 12, no cóż, nie będę sobie w niedziele ustawiać budzika. co z tego że mam esej do napisania, są rzeczy ważne i ważniejsze - wyspanie się jest ważniejsze ;)
wczoraj piwo i fabryka, zimno jak cholera, mokre buty ale fajnie fajnie, póki muzyki nie puścili takiej, że byłam za mało pijana lub spalona żeby do niej tańczyć. ale bardzo lubię to miejsce.
dziś za oknem deszcz i szaro, a u mnie w mieszkaniu brak weny.

pewnie jeden z ostatnich tak ładnych dni, jakoś z tydzień temu pewnie:

sobota, 27 października 2007

haga & exam week

do hagi pojechałam głosować. taki był główny cel, ale i pretekst, żeby pojechać zobaczyć coś nowego i żeby zobaczyć morze. 6 godzin w pociągu, kilka przygód po drodze, ale było warto :) spełniłam swój obywatelski obowiązek, ukradłam holenderską muszelką, byłam w muzeum Eschera..
niestety to, co nastąpiło po powrocie do maas nie było już takie pozytywne - exams week. nie było lekko, 4 dni przeżyte od rana do wieczora w czytelni, jakies 5 tysięcy słów napisanych, prezentacja.. ale przetrwałam i teraz korzystam z zasłużonego odpoczynku.
a od poniedziałku - here we go again, kolejny period.

czwartek, 11 października 2007

zero motywacji

bo i skąd ma być, skoro mimo iż mid-term paper zaczęłam pisać wczoraj w nocy to i tak wyrobiłam się na czas? no niestety, temat wydawał się ciekawy ale mnie zawiódł, co robić. zobaczymy jaki będzie wynik..
poza tym bez zmian, jest fajnie. ogarniam gotowanie, sprzątnie, pranie, zakupy.. kupiłam pelerynkę przeciwdeszczową, ale jeszcze nie miałam okazji skorzystać. zastanawiam się nad kolejnymi wycieczkami. śpiewam jadąc rowerem. oglądam przyjaciół. o i tak mi jakoś czas leci.

piątek, 28 września 2007

ja fotograficznie

100% powagi, w końcu to UCM by night

100% italian - Włoch i jego kobiety

a dalej to już tylko 100% ja i.. ;)





piątek, 21 września 2007

wtorek, 11 września 2007

nie lubię poniedziałków

w poniedziałki mam 8 godzin zajęć i generalnie już po 2 jestem trup. nie ma lekko. dziś niby wolne ale cały dzień siedzę nad prezentacją pt "being a ucm student". co ja niby mogę powiedzieć po tygodniu zajęć? też nie ma lekko. ale, kurcze, nie przestaje mi się tu podobać. czy mówiłam już, że jestem totalnie holenderska? jeżdżę na rowerze made in holland! no po prostu 100% dutch :]
i tu kolejna ciekawostka: rower to podstawa, a przy okazji i święta krowa. nawet autobus zatrzymuje się, żeby mnie przepuścić :] nice
poza tym dziękuję Bogu za australijczyków hehe dużo jest z nimi radości. (to w ogóle ciekawe, bo piszę nie używając dużych liter, ale jak pisałam "Bogu" to dałam dużą.. hmm)
aha no i byłam w brukseli - suuuper - zwłaszcza muzeum komiksu. czułam się jak dziecko które co chwila dostaje nową zabawkę :) i jadłam pycha gofry, o!